Poradnik motoryzacyjny

Naprawa blacharsko-lakiernicza a chałtura - przewodnik dla FM, cz.1

Udostępnij znajomym

Powiększa się grono fleet managerów, którzy przykładają dużą wagę do ponaprawczej kontroli pojazdu, ale wciąż są też tacy, dla których, delikatnie mówiąc, to sprawa mało istotna. Większość albo nie ogląda auta wyjeżdżającego z serwisu, albo nie do końca wie, jak to zrobić, albo, co gorsza, widzi je w dniu przekazania użytkownikowi, a później dopiero w dniu zdania do firmy. Co w tym złego? Cóż… Powiedziałabym, że warto jednak choć raz na jakiś czas zobaczyć samochód, który jest mieniem firmowym i narzędziem pracy, oraz zastosować starą, ale jakże aktualną zasadę mówiącą, że „najwyższą formą zaufania jest kontrola” – i sprawdzać.
Kontrolować trzeba bieżący stan pojazdów, biorąc pod lupę poziom poszanowania mienia przez użytkowników, ale warto też sprawdzać auta wyjeżdżające z serwisu, zwłaszcza po naprawie szkodowej. Tylko jak? Na co zwrócić uwagę, żeby zrobić to w miarę szybko i bezboleśnie? Sprawdzić grubość powłoki lakierniczej i spasowania elementów – powie każdy fleet manager. Zgadza się. Jednak nie zamierzam się tu skupiać na oczywistościach; nie chodzi bowiem o to, aby każdy biegał wokół samochodu z miernikiem grubości lakieru i linijką. Co jeszcze można zrobić? Zdradzimy Wam kilka ciekawych trików, rozpoczynając tym samym cykl pokazujący, jak odróżnić dobrze wykonaną naprawę blacharsko-lakierniczą od chałtury.

Sprawdź stan śrub i nakrętek

Rzecz wiadoma i oczywista, że niektóre elementy (co istotne – jeszcze przed lakierowaniem całego nadwozia w fabryce) montowane są przy pomocy różnych śrub. Co za tym idzie, ich wymiana wiąże się z koniecznością odkręcenia tychże, a następnie przykręcenia ich z powrotem. Po takiej operacji na śrubach zostają ślady w postaci złuszczonego lakieru po używaniu klucza. Jasne, tego nie da się uniknąć, tylko że po właściwie wykonanej naprawie ślady te nie powinny być dla nas zauważalne. Tu bowiem pojawia się jeden z najczęściej popełnianych przez serwisy błędów, polegający na braku lub nieodpowiednim zaprawieniu śrub, co może skutkować szybkim korodowaniem i śrub, i nakrętek. Dodatkowo pojawia się tu kwestia estetyki.

Jeśli więc wymieniana była pokrywa silnika, tylna klapa, drzwi albo przednie błotniki, to należy sprawdzić, jak wyglądają śruby mocujące. Odpowiednie zabezpieczenie polega na zeszlifowaniu resztek lakieru sprzed naprawy i pomalowaniu śrub na nowo pędzelkiem zaprawkowym (metoda mniej czasochłonna) lub pistoletem naryskowym (metoda droższa) tym samym lakierem, który był użyty do pomalowania wymienianego elementu.

Sprawdź ranty i wnęki błotników tylnych

Kolejną rzeczą, jaką należy sprawdzić, są ranty drzwi oraz wnęki błotników tylnych. Trzeba tu zwrócić uwagę na to, czy powierzchnia jest gładka i jednolicie polakierowana. Przy prawidłowo wykonanej naprawie nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, zaś w przypadku pracy słabej jakościowo „niedoróbki” będą widoczne gołym okiem lub wyczuwalne pod palcem. Nie tylko wygląda to źle, ale może grozić późniejszym złuszczaniem się lakieru czy korodowaniem elementu (większość korozji zaczyna się właśnie od rantów, ponieważ są narażone na obicia), a co za tym idzie – utratą wartości auta. Przy niedolakierowanych wnękach błotników spod spodu może też przebijać podkład (na ogół jest on jasnoszary). Warto więc włączyć latarkę (nawet tę w smartfonie, który każdy z reguły ma przy sobie) i poświecić w zakamarki błotników.

Sprawdź ranty zderzaków od strony nadkola

Najczęstszym uszkodzeniom ulegają przednie zderzaki, a co za tym idzie, konieczna jest później ich naprawa lub wymiana. W tym przypadku warto sprawdzić ranty od strony nadkola. Ich niedolakierowanie powinno być od razu zauważalne dzięki przebijającemu podkładowi. Takie zaniedbanie z dużym prawdopodobieństwem może doprowadzić do późniejszego łuszczenia się lakieru, lepiej więc zawczasu temu zapobiegać.

Powyższe przykłady pokazują tylko niektóre elementy, na które warto zwrócić uwagę. Niestety, sami nie sprawdzimy wszystkiego i trudno nam będzie odnieść się do prawidłowości większych napraw, ale dbałość serwisu o szczegóły w procesie lakierowania może nam wiele powiedzieć o jego podejściu do technologii naprawy jako takiej.

Jeśli nie znajdziecie po naprawie powyższych uchybień, możecie zyskać większą pewność, że „głębiej” także ich nie ma. Fleet manager nie musi sprawdzać wszystkiego osobiście – w większości przypadków jest to wręcz niemożliwe. Może za to pomyśleć o odpowiednich zapisach w polityce flotowej, które zobligują użytkowników pojazdów, poza bieżącą kontrolą ich stanu, także do tej pobieżnej kontroli ponaprawczej. Kluczem są tu także protokoły przekazania i odbioru auta z serwisu, odpowiedzialność użytkownika za nie i odpowiednia dokumentacja zdjęciowa. Jak widać, częściowo, bez użycia specjalnego sprzętu można sprawdzić auto po naprawie blacharsko-lakierniczej we własnym zakresie. Czasem wystarczy po prostu poświęcić chwilę na odbiór auta z serwisu.


Autor: Małgorzata Mulak, dyrektor zarządzający Compet Sp. z o.o. Sp.k. przy wsparciu Wojciecha Stanka.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Proponowane artykuły